Patron

 




A jak to być Polakiem, gdy Polaków ganię?
Niedobrze być nierządnym, słabym, mizerakiem,
Wiem ja o tym, jednakże miło być Polakiem.

Ignacy Krasicki

 

„Książę poetów”, bo tak go zwano, zwłaszcza że używał kryptonimu XBW (książę biskup warmiński), wywodził się z średnio zamożnej szlachty o rodowodzie magnackim z południowo-wschodniej Małopolski. Urodził się w Dubiecku nad Sanem, kształcił w lwowskim kolegium jezuickim, potem seminarium warszawskim, a na koniec -w Rzymie. Bywał również w Paryżu, dokąd wiodły go zainteresowania literackie i teatralne. Dzięki mecenatowi królewskiemu piął się szybko do dostojeństw: był sekretarzem prymasa, kapelanem królewskim, prezydentem trybunału małopolskiego, księciem biskupem warmińskim i senatorem, wreszcie – arcybiskupem gnieźnieńskim.

Ten przystojny, obyty w świecie, niezwykle inteligentny, a ponadto wytworny, dbały o wygląd, towarzyski i dowcipny człowiek stał się ulubieńcom króla i ozdobą obiadów czwartkowych. Krążyły też o nim po Warszawie uszczypliwe i złośliwe dowcipy, a przezywano go „Umizgalskim”.

Na tegoż

Ten nowomodny galant mszy nigdy nie miewa,
Ale tylko z damami sursum corda śpiewa.

Krasicki zadebiutował jako publicysta i redaktor „Monitora”, związawszy się ściśle z królewskim ośrodkiem, i uczestniczył w antysarmackiej ofensywie kulturalnej w myśl programu króla. Ale po kryzysie barskim i pierwszym rozbiorze, kiedy jako biskup warmiński stał się poddanym pruskim, rozgoryczony i rozczarowany, odsunął się od życia politycznego, rzadko bywał w Warszawie, a natomiast często bawił w Berlinie i Poczdamie, gdzie nawiązał nawet przyjacielskie stosunki z królem pruskim Fryderykiem II, człowiekiem oświeconym i znawcą literatury francuskiej. Ponieważ zaś biskupstwo warmińskie przynosiło pokaźne dochody, prowadził wystawny tryb życia, podróżował i upiększał biskupie siedziby, zwłaszcza w Lidzbarku Warmińskim, gdzie się na dobre zadomowił.

Na tym też tle zrodziły się nieporozumienia między nim a Stanisławem Augustem, który oczekiwał ze strony poety dalszego poparcia i czynnego udziału w życiu politycznym. Swe rozczarowanie wyraził król w jednym z listów:

„Mocno się obawiam, że [Krasicki] taki uprzejmy, taki inteligentny i pilny, i który ma mi tyle do zawdzięczenia, stanie się nicponiem, który o nic więcej nie dba ani o nikogo poza swoimi przyjemnościami i próżniaczeniem się”.

Tymczasem Krasicki sam przyznawał: „Mówię, jak myślę, czynię, jak mogę”. Efektem takiej postawy było więc szukanie kompromisu między tradycją sarmacką a ideałami oświeceniowymi, czemu dał pełny wyraz w Panu Podstolim.

Dopiero po objęciu stanowiska arcybiskupa gnieźnieńskiego w r. 1795 i przeniesieniu się do Skierniewic oraz do Łowicza, w ostatnich latach życia włączył się do pracy nad podtrzymaniem ducha narodowego po utracie niepodległości. Wydawał między innymi przez dwa lata pisemko tygodniowe „Co tydzień”, współdziałał również przy założeniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie (1800) i przyczynił się walnie do jego zatwierdzenia przez króla pruskiego.

Głównym więc terenem jego działania okazała się właściwie literatura, a okresem wyjątkowo płodnym i twórczym – sześciolecie lidzbarskie od 1775 do 1780.

Wielkie poczucie humoru nie przeszkadzało poecie patrzeć na ludzi i świat w sposób krytyczny i ironiczny. Dał temu wyraz chociażby we Wstępie do bajek, jak również w wierszu do młodszego brata:

Do księdza Marcina

Ludźmi zysk, bojaźń i nadzieja rządzi,
Każdy z nich, własna żądzą oszukany,
Siebie nie patrzy, a o drugich sądzi,
Filozof wielki, mędrzec zawołany,
Króle, statysty, rycerze, biskupi,
Księże Marcinie, wszyscy ludzie głupi.

Ograniczoność też ludzka i wynikające z. niej następstwa stanowiły najczęstszy przedmiot jego poetyckiej drwiny. Umiar jednak w moralizowaniu, wielka kultura słowa i smak artystyczny poety sprawiały, iż utwory jego uczyły i karciły, bawiąc raczej niż raniąc czytelnika. Bo jak pisał Franciszek Zabłocki:

Co dziwniejsza, choć komu uczynisz zarzuty,
Chociaż kogo uszczypniesz i ten na to sieknie,
Wielbi cię jednak za wiersz napisany pięknie.

Czytywano zatem chętnie jego utwory, o czym mówią świadectwa współczesnych, a wśród nich słowa króla Stanisława Augusta: „Jeśli gust do czytania po wsiach rozszerzył się, przyznać trzeba sprawiedliwie, że Waszej Książęcej Mości dziełom ledwie nie najbardziej dziękować za to trzeba”.

Twórczość jego, jak przystało na racjonalistę i człowieka oświeconego, była literaturą rozumu, intelektu. Cechował ją również humanitaryzm, wrażliwość na krzywdę człowieka i niesprawiedliwość społeczną:

Księgi, wiersze, dzienniki, płatni uwielbiacie,
Pełno dziel heroicznych, a jednak lud płacze.

Po debiucie publicystycznym Krasicki poświęcił się całkowicie literaturze pięknej i okazał się najwybitniejszym twórcą czasów stanisławowskich. Jego język cechowała zwięzłość i jasność, styl był naturalny i gładki, rzeczowy i lekki, bo poeta lubił półuśmiechy, dowcip zaś przychodził mu na zawołanie. Przestrzegał konwencji klasycystycznej, ale nie trzymał się jej niewolniczo, a w jego poezji odnaleźć można ślady także stylu rokokowego.

Najwyższy poziom artystyczny osiągnął Krasicki w bajkach, poematach heroikomicznych i satyrach, zajmując obok Jana z Czarnolasu znamienite miejsce na polskim parnasie.

Król Stanisław August polecił wybić medal na cześć poety, a po zgonie pisarza na publicznym posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk w dniu 12 grudnia 1801 roku Franciszek Ksawery Dmochowski w Mowie na obchód pamiątki Ignacego Krasickiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, złożył mu hołd w słowach: „Bez nadwerężenia prawdy i poniżenia kogóżkolwiek bądź można powiedzieć, że Krasicki był najdowcipniejszym człowiekiem, jakiego Polska za dni naszych wydała. […] On, bawiąc i rozśmieszając, był najlepszym nauczycielem. Każdy stan, każdy wiek znajduje w nim oświecenie i rozrywkę”.